Ilu z was chciało kiedyś zostać "Bogiem" i móc władać światem? Ingerować w jego istnienie i zmieniać na własne upodobanie? Pewnie kilku takich się znajdzie. No cóż, w tym anime jest to możliwe. A raczej jedna osoba może takich rzeczy dokonywać - bez swojej świadomości. Witajcie w świecie Haruhi Suzumiyi.
Zaznaczę, że nie jedna osoba może uznać to anime za "babskie". Nie przeczę, jest raczej bardziej dla pań niż dla panów. Jednak nie boję się przyznać że sam bardzo lubię tą serię, mimo iż jestem przedstawicielem płci męskiej. Ale o samym anime. W poprzedniej recenzji Gintamy mówiłem o oryginalności. Melancholia Haruhi Suzumiyi jest jeszcze bardziej oryginalną opowieścią. A przy tym ambitną. Często bohaterowie zadają tu filozoficzne pytania, jednak bez zbytniej przesady. No... wprowadzam trochę chaosu. To chyba spowodowane samym anime. Tutaj też wieje lekkim chaosem ale... od początku!
Akcja dzieje się najczęściej w typowym japońskim miasteczku i jego liceum. A dokładniej w pomieszczeniu klubowym Brygady SOS. Tutaj to ekscentryczna i wybuchowa Haruhi dowodzi swoim małym oddziałem. Czemu Suzumiya jest tak ekscentryczna? A ile dziewczyn w liceum pasjonuje się kosmitami, esperami, podróżnikami w czasie i wszystkim innym co nadprzyrodzone? No właśnie. Haruhi już na wstępie oznajmia czego oczekuje i ani razu nie rezygnuje ze swojego punktu widzenia. A w to wszystko zupełnie przypadkiem zostaje wciągnięty Kyon, typowy uczeń wymagający do szczęścia tylko świętego spokoju. Chłopak jest także swoistym narratorem, wyjaśniającym ze swojego punktu widzenia, wydarzenia których jesteśmy świadkami. (Swoją drogą, seiyuu Kyona jest także tym od Gintokiego z Gintamy). Dlaczego Haruhi zainteresowała się kimś tak zwykłym jak Kyon? - można tylko spekulować. Jakby nie było, ich spotkanie prowadzi do stworzenia wspomnianej Brygady, która na zawsze zmieni życie biednego licealisty.
W tym anime spotkacie wszystko i jeszcze więcej tego, co Haruhi pragnie odnaleźć. Niestety, sama bohaterka z jakiegoś dziwnego powodu nigdy nie jest świadkiem tych cudacznych wydarzeń. Kyon zaś musi nagle przyjąć do świadomości, że świat jest czymś więcej niż to sobie wyobrażał, a przy tym chronić go przed... znudzeniem samej Haruhi. Czemu tak jest? Dociekliwi muszą obejrzeć. Podpowiem tylko, że wspomniałem o tym na samym początku. Ogólnie, wszyscy bohaterowie (oprócz biednego Kyona) zbierają się w okół Haruhi przede wszystkim z tego jednego powodu.
Nie będę zdradzał fabuły, gdyż seria nie jest specjalnie długa. Aktualnie zaliczają się w nią 2 sezony po 14 odcinków. "Melancholia..." jest połączeniem komedii, akcji, po trochu romansidła i przede wszystkim fantastyki. Dużej ilości fantastyki. Nie ma w anime konkretnego celu do osiągnięcia, ale czuć główny wątek który raczej się nie zmienia.
Rysunki w serii naprawde cieszą oko. Kreska jest porządna, kolorowa i dokładna - szczególnie w pierwszym sezonie. W drugim jest nieco inaczej, styl graficzny zmienia się delikatnie między odcinkami - kolejny dowód na oryginalność anime. Nie ma co tu dużo mówić, po prostu jest ładnie. Muzyka... nie zapadła mi specjalnie w pamięci. Jedynie pogodny ending z dokładnie rysowaną wstawką taneczną (dam link na dole) bardzo mile wspominam. Nic więcej na ten temat nie napiszę - po prostu nie pamiętam.
Polecam anime osobom które nie boją się bardziej cukierkowych opowieści. Fantastyka przewija się tutaj z codziennymi sprawami, a momentami może się zrobić wręcz sielankowo. Bohaterowie są dokładnie stworzeni - od wyglądu po profil psychologiczny. Każdy jest sobą i wnosi coś do fabuły. Fabuła jest logiczna i ciekawa, raczej nie będziecie się nudzić. Naprawdę zachęcam do zapoznania się z Melancholią Harugi Suzumiyi.
Wspomniany ending - Hare Hare Yukai - z wyłączeniem napisów końcowych
Muszę przyznać, że sekwencja zrobiła niemała furorę na całym świecie. Youtube pełen jest jej przeróbek i ludzi, którzy ją tańczą.
Jeden z ciekawszych momentów w anime