... której strzał zamieniał osobnika w dzikie tasmańskie króliki, które penetrowały wszystko co się ruszało. Darth Woasmond dopadwszy różowego przemetnika, miał z samego początku zamiar go zgładzić, swoim zielonym light saber'em, lecz wzbudziła w nim litość i wyciągnął swą Pyte Zagłady, która zaczeła chlaszczeć różowego przemetnika po jego krzywym ryjcu, wykrzykując "THIS IS PENETREJSZON!"
Następnie Pyta Zagłady (tak nazywał się smerf Dark Woasmond'a) powiedział, że pierdzieli taką robote i poleciał do Luke Skywalker'a wypić sok z gumijagód i "przypudrować" nosek "Gumijagodką". Darth Woasmond wkur*iwszy się zatem, zaczął walić bańką o mur, który się skurszył za trzecim pie*r*lnięciem, a za murem okazała się jego oczyską przepiękna puszka, na której było napisane: "Mleko z koziej pyty", a wyglądała ona tak:
Na początku Woasmond nie chciał ryzykować otwarcia puszki, lecz ciemna strona mocy skusiła go do tego czynu.. Po otwarciu puszki... [tera dalej wy coś piszcie, bo mi już wena mineła ;p]