Raport 1: Torel Keyis – Atak na Toprawe
Nim Senatorowie zakończą debatę o Blokadzie Mandaloriańskiej Republika będzie tak osłabiona że Imperium Sithów bez najmniejszego problemu podbiją kolejne terytoria, wie to cała Admiralicja, lecz bez pozwolenia Senatu mamy związane ręce, Zakon Jedi rozumie powagę sytuacji dlatego planują szturm na Blokadę, Armia nie może im oficjalnie pomóc. Naszą misją oficjalnie był patrol jednego z sektorów przy Trasie Hayden, nieoficjalnie mieliśmy rozkaz zaatakować i przejąć bazę zaopatrzeniową Mandalorian na Toprawie.
- Przygotować się do wyjścia z Hiperprzestrzeni – rozległ głos z interkomu, byłem gotowy, zawsze jestem, myślami byłem już na polu bitwy, dookoła mnie krzątali się żołnierze i Jedi, dla niektórych z nich była to pierwsza misja, po ostatnich stratach musieliśmy uzupełnić szeregi rekrutami, dla innych tak jak dla mnie był to dzień powszedni, byliśmy żołnierzami, jestem ich dowódcą muszę ich poprowadzić
- Rozkazy są jasne, lądujemy tuż przy granicy pola siłowego, odział pierwszy pod dowództwem Hawka ma za zadanie wyłączyć generatory pól siłowych by umożliwić flocie ostrzał z orbity. – Przypominałem rozkazy – Dwójka i Trójka będą cię osłaniać Hawkie.
- Słyszałaś Aisha?- Odezwał się Hawk, młody, lecz doświadczony komandos z którym przeszedłem nie jedno, wiedziałem że mogę na niego liczyć i że wykona swoje zadanie
- Będę wypatrywać twojego tyłka na polu bitwy – odgryzła się Aisha, była dowódczynią trzeciego oddziału wyspecjalizowanego w ostrzale snajperskim – Tylko nie wchodź mi w celownik bo ci zrobię w nim drugą dziurę.
Śmiech jest dobry na stres, weterani o tym wiedzieli dlatego zawsze żartowali gdy tylko mogli, dla osób z zewnątrz mogłoby się wydawać że większość z nas skacze sobie do gardeł, lecz my wiedzieliśmy ze każdy z 303 oddałby za drugiego życie.
- Lotar, ty i czwórka spróbujcie zdobyć wierze komunikacyjna – Lotar był jednym z Jedi, spokojny i poważny jak większość z Jedi, rzadko kiedy żartował a gdy już mu się coś wymsknęło było to tematem rozmów w 303 przez wiele dni – Sylvian, Looman i Yazz wasze oddziały przeprowadzą szturm na główną bramę, ale pamiętajcie to tylko dywersja żeby umożliwić Hawkowi atak na generatory. Rozkazy jasne? – Wykrzyknąłem - Do Transportowców!
Wszyscy rozbiegli się do swoich transportowców, ja również udałem się na swoje miejsce, w transportowcu czekał już Bal-am, był bardzo skoncentrowany, obok niego stałą jego uczennica Tia’nah, bardzo się cieszyłem że była z nami, posiadała niezwykły dar przez Jedi zwany Bitewną Medytacją, dzięki niej nasi piloci będą lepiej skoncentrowani a ich zmysły wyczulone, da nam to sporą przewagę, również na polu bitwy Bal-am i Tia’nah zostaną z tyłu by koordynować działania reszty Dywizjonu.
- Dobra robota Torelu – powiedział Bal-am nie odwracając głowy – Dywizjon wydaje się być doskonale przygotowany do walki.
- Oby twój plan zadziałał staruszku – zwróciłem się do Bala.
- Wychodzimy z Hiperprzestrzeni za 3, 2... – Rozległ się głos z komunikatora, po chwili poczułem drgania statku towarzyszące wyjściu z Hiperprzestrzeni – z komunikatora zaczęły napływać raporty
- Trzeci Szwadron wystartował – teraz nasza kolej, szwadrony będą osłaniać nasze lądowanie
– Trzy statki Mandalorian na Orbicie – kolejny raport – wysyłają myśliwce, dwójka i trójka przygotować się do starcia.
Gdy opuściliśmy hangar na orbicie już trwały walki, szwadrony Republiki związały się walką z myśliwcami Mandalorian, dwa statki Mandalorian kierowały się w stronę krążowników Republiki siły były wyrównane, trzeci ze statków Mandalorian był daleko, dotarcie do strefy bitwy zajmie mu trochę czasu, może uda się to wykorzystać, nasze transportowce kierowały się w stronę planety.
- Jesteśmy poza zasięgiem wrogich myśliwców – rozległ się głos kapitana Pierwszego Szwadronu – proszę o pozwolenie na opuszczenie konwoju i dołączenie do walk.
- Udziela pozwolenia – głos Bal-ama zabrzmiał w kabinie – Niech Moc będzie z wami
Rozpoczęliśmy schodzenie w atmosferę, błysk za oknem, wiedziałem co to oznacza a głos z terminala wcale mnie nie uspokoił.
- Działa Planetarne, przygotować się do… - głos się urwała, za oknem widziałem rozbłysk, właśnie straciliśmy jeden z transportowców, nie widziałem kto nim leciał.
Twarz Tia’nah była cała mokra od wysiłku jaki kosztowało ją zachowanie skupienia, ale to właśnie dzięki niej piloci naszych transportowców mieli kilka sekund więcej na zrobienie uniku. Przez okno zobaczyłem ziemię, niektóre transportowce już wylądowały, żołnierze wybiegali z nich zajmując pozycje, tuż obok nas runął kolejny płonący wrak transportera. Wylądowaliśmy, zacząłem wykrzykiwać rozkazy do swoich ludzi – Dalej, dalej na pozycje, trzymać się planu – raporty zaczęły spływać od dowódców poszczególnych odziały, Aisha i trójka zajęły pozycje na wzniesieniu i eliminują ludzi z murów, Hawk i jego odział ruszyli ukradkiem w stronę generatorów, czwórka Lotara już weszła do wierzy komunikacyjnej lecz Mandalorianie zabarykadowali się na pierwszym piętrze, Yazz z Sylvianem zajmują walką Mandalorian przy bramie, brakowało raportów od szóstki Loomana i dwójki. Na około rozbrzmiewały odgłosy walki, nawet na niebie widać było walczące okręty Republiki i Mandalorian.
- W ciąż nie ma raportu od Loomana – zameldowałem Bal-amowi – Być może był na jednym ze zestrzelonych transporterów.
- Musimy wesprzeć główne natarcie – powiedział zamyślony Bal-am – weź swój odział i ruszaj ja tu zostanę z Tia’nah – nie podobał mi się ten pomysł ale jeśli nie wzmocnimy ataku Mandalorianie mogą wysłać więcej ludzi do obrony Generatora, a to oznaczałoby porażkę.
- Zostawię ci dziesięciu ludzi – powiedziałem – nie możemy stracić Tia’nah.
- Trójka w zupełności wystarczy – stwierdził Bal-am
- Niech ci będzie – dałem za wygraną – Ty Młody i wy dwaj, zostaniecie z Komandorem reszta za mną.
Ruszyliśmy w stronę bazy Mandalorian, do przebycia mieliśmy może pół kilometra, po drodze cały czas analizowałem plan ataku, jeśli choć jedna część planu zawiedzie to będziemy potrzebować cudu by wyjść z tego żywi. Baza Mandalorian bardziej przypominała twierdze niż przeciętne bazy, wysoki na 10 metrów czarny mur skutecznie chronił przed szturmem, na szczycie murów kilka wieżyczek ostrzeliwało teren poniżej, lecz niektóre z nich były martwe, kolejna z wieżyczek błysnęła i pojawiły się nad nią kłęby dymu, czułem satysfakcję, nie jedno słyszało się o umiejętnościach Mandaloriańskich lecz nasi ludzie walczyli jak równy z równym, nie będę zgadywał na ile to zasługa Bitewnej Medytacji a ile mojego szkolenia.
Gdy dotarliśmy do miejsca walk nasze siły cofały się nieznacznie wychodząc z zasięgu Mandalorian, jeden z komandosów dostał w nogę, niczym cień mignął mi przed oczyma Sylvian ubrany w czarne szaty Jedi, ruszył w stronę rannego komandosa ciskając swym mieczem w Mandalorianian stojącego na murach szykującego się do strzału, na niecały metr przed nim Miecz Świetlny zabłysnął zielonym światłem wbijając się w pierś Mandalorianina, po chwili miecz wrócił do ręki Sylviana, niektóre sztuczki Jedi naprawdę zapierają ruch w piersiach, Sylvian wziął komandosa pod ramie a jego odwrót osłaniało dwóch innych komandosów z ciężkimi blasterami, gdy oddalili się na wystarczającą odległość Podszedłem do Sylviana, po chwili Yazz do nas dołączył.
- Jak się sprawy mają? – Zapytałem, nie musiałem odpowiadać, ich twarze były napięte.
- Straciliśmy połowę ludzi, odział Loomana został zestrzelony, jeden z transportowców spadł za mury – powiedział Yazz wskazując słup dymu unoszący się zza murów.
- Bez wsparcia z Orbity nie damy rady przeforsować tych murów – stwierdził Sylvian
- Musimy związać ich tu przy bramie by dać Hawkowi czas – powiedziałem stanowczo, bez tego nie damy rady, cały plan ataku zależy od tego czy Hawk wyłączy generatory, w komunikatorze usłyszałem głos
- Nasz ptaszek właśnie wszedł do kontroli generatorów – to była Aisha, miała osłaniać Hawka i eliminować z dystansu przeciwników na jego drodze – na murach jest jakieś poruszenie, być może już wiedzą o Hawku – dodała.
- Musimy uderzyć – wydałem rozkaz – teraz!
Nie musiałem powtarzać dwa razy, Sylvian i Yazz zaczęli wydawać komendy, kolejna eksplozja, Mandalorianie stracili kolejną wieżyczkę, na murach rozbłysnęły światłą z blasterów, ktoś z naszych musiał dostać się na mury, ostrzał z murów był dużo mniejszy niż wcześniej, mimo to cały czas nad głowami świstały nam strzały z blasterów. Szturmowaliśmy mury obok mnie biegło dwóch komandosów, nie rozpoznałem ich, od razu rzuciło mi się w oczy to że ich zbroje były praktycznie nowe, rekruci którzy do nas dołączyli przed misją, błysk, jeden z rekrutów padł z dziurą w brzuchu, na murach celował do nas jeden z Mandalorian, wycelowałem w niego i strzeliłem, nim jego martwe ciało spadło na ziemie strzelałem już do kolejnego celu, byłem w transie.
- Tarcze wyłączone, powtarzam, tarcze wyłączone – w komunikatorze rozległ się głos Hawka, po chwili usłyszałem głos Bal-ama rozkazującego flocie ostrzelanie bazy, czekałem na huk, lecz ten ciągle nie rozbrzmiewał, ukryłem się za głazem za którym chował się już Sylvian.
- Gdzie ten deszcz? – Zapytał, lecz ja już wiedziałem że deszczu nie będzie, spoglądałem właśnie na niebo, gdzie niszczyciel Republiki z którego miał nadejść ostrzał właśnie płoną wchodząc bezwładnie w orbitę. Niesamowity i przerażający widok dwa statki nie widziałem reszty statków Republiki na niebie został również jeden statek Mandalorian który ustawiał się burtą w stronę planety.
- Włącz tarcze Hawk! – Wykrzyknąłem przerażony – już!
-Co? – Usłyszałem zdezorientowanego hawka – Włączyć tarcze?
- Mandalorianie zaraz spuszczą na nas deszcze- krzyczałem – szybko!
Z komunikatora usłyszałem serie przekleństw, lecz za późno, pierwsza salwa ze statku Mandalorian spadła na wzgórza z których odział Aishy ostrzeliwał bazę, raz, dwa, trzy huki zagłuszyły całe pole, ze wzgórza nie pozostało prawie nic. Na niebie rozbłysnęła kolejna salwa, miałem wrażenie że promień leci dokładnie w miejsce w którym stoję, nagle promień znikł w rozbłysku a w miejscu w które uderzył pojawiła się błękitna poświata, Hawk aktywował generatory pola siłowego. Z komunikatora nadszedł rozkaz
- Tu komandor Bal-am Katsure – głos Bal-ama był zdeterminowany – straciliśmy właśnie pomoc z orbity, ratunek nie nadejdzie, musimy sami zadbać o nasze życie, by to zrobić musimy zdobyć twierdze inaczej zaleją nas posiłki Mandalorian, niech Moc będzie z nami.
Rozkazy były proste, przeżyć i zdobyć fortece, tylko jak się wspiąć na mury? Ku mojemu zdziwieniu brama do twierdzy otwarła się, żelazne wrota powoli otwierały się do góry, ze środka wybiegł ubrany w Republikańską zbroje komandos.
- Alderan – ktoś ze zdrowym rozsądkiem wykrzyknął hasło do komandosa, kilka blasterów było w niego wycelowanych, gdy nie usłyszą prawidłowego odzewu zaczną strzelać.
- Rancor – odpowiedział komandos, odzew był prawidłowy, mieliśmy kilka takich haseł by odróżnić wrogów od przyjaciół, komandos podbiegł do nas i powiedział.
- Kapitan Looman zajął kontrole drzwi i stara się oczyścić mury ale sprzedałyby się posiłki – zameldował, nie wiem jakim cudem Looman to zrobił, ale zdobył przewagę które może pozwoli nam odwrócić szale zwycięstwa.
- Wchodzimy, Sylvian ty i twój odział na mury – wykrzykiwałem rozkazy – Yazz razem zaatakujemy centrum dowodzenia.
Ruszyliśmy, tuż za brama rozciągał się plac a na nim kilka budynków z centralnym na środku, to musiało być centrum dowodzenia, po przeciwnej stronie placu brama również się podnosiła, do środka wbiegli ludzie dowodzeni przez Lotara kory miał zdobyć wierzę komunikacyjną znajdującą się około kilometra na południe, Yazz nie czekał długo i jego ludzie ruszyli na pomoc Lotarowi, wzięci w krzyżowy ogień Mandalorianie nie mieli najmniejszych szans, na murach ludzie Sylviana i resztki oddziału Loomana również kończyli sprawę, plac był nasz. Wysłałem wiadomość do Bal-amam widzieliśmy poruszenie w centralnym budynku, resztki Mandalorian barykadowali się w czekając na ostatni atak.
- Nie wiem jak to zrobiłeś Looman – powiedziałem do zbliżającego się mężczyzny – ale tylko dzięki tobie odnieśliśmy zwycięstwo.
- Odrobina sprytu, trzy uncje szkolenia i olbrzymia ilość szczęścia – odparł Looman – rozbiliśmy się w samym centrum bazy – wskazał na wrak transportowca, mieli sporo szczęścia że przeżyli zderzenie z ziemią.
Po chwili zjawił się Bal-am wraz z Tia’nah i ludźmi którzy zostali przydzieleni do ich obrony, na twarzy komandora widać było skupienie i zmęczenie, mimo podeszłego wieku dalej znosił trudne warunki pola walki.
- Przejęliśmy kontrole niemal nad całą bazą – zameldowałem – zostało centrum, Mandalorianie zabarykadowali się w środku.
- To cud że udało wam się zdobyć tą fortece – powiedziała Tia’nah rozglądając się dookoła
- Nie cud tylko mój militarny kunszt – powiedział zgryźliwie Looman – ja zawsze wiem gdzie zaparkować.
- Jakieś wieści od Aishy? – Spytał zaniepokojony Lotar
- Nic – odpowiedział ze smutkiem w głosie Bal-am – od uderzenia nikt z jej oddziału się nie zameldował.
Aisha była bliska Bal-amowi, wszyscy o tym wiedzieli, stary Bal myślał że dobrze ukrywa swoje uczucia, lecz my znaliśmy ich oboje, stary pryk gdyby mógł pobiegłby jej teraz szukać.
- Musimy zdobyć centralny budynek - przerwałem milczenie, gdy będziemy mieć pod kontrola całą bazę, będziemy mogli się w niej bronić dopóki pomoc nie nadejdzie. Bal-am kiwnął głową, już miał plan.
- Looman ty zostajesz z tyłu osłaniaj Tia’nah – powiedział starzec – Yazz na mury i obserwuj co się dzieje, reszta oddelegujcie ludzi którzy mają jeszcze siły, uderzymy jak tylko będziecie gotowi.
Bal-am miał do dyspozycji około dwustu ludzi którzy przeżyli atak i nie byli ranni, wybrał dziesięciu i razem ruszyliśmy do środka. Gdy tylko właz się otworzył ze środka posypał się grad z blasterów, dwa granaty błyskowe powinny załatwić sprawę, wrzuciłem jeden z nich do środka, błysk i ruszyliśmy, Bal-am wymachiwał swoim mieczem chroniąc nas przed zabłąkanymi strzałami oślepionych Mandalorian, nie zajęło nam dużo czasu by opanować pomieszczenie, udało nam się pojmać kilku Mandalorian, zatrzymaliśmy się przed ostatnimi drzwiami do sali dowodzenia.
- Dowódco Mandalorian – powiedział głośno Bal-am – posłuchaj głosu rozsądku i poddaj się a oszczędzisz życie swoje i sowich ludzi.
- Prędzej umrę niż się poddam – twardy głos dobiegł ze środka.
Bal-am tylko machnął ręka jak by próbował chwycić cos w powietrzu, ze środka dobiegł odgłos blastera, Bal-am spokojnie wszedł do środka, w pomieszczeniu stał jeden Mandalorianin celując swoja broń w ciała towarzyszy, na jego twarzy malowało się przerażenie, gdy zobaczył Bal-ama podniósł blaster i strzelił sobie w głowę. Baza była nasza.
Zaraz przed zmrokiem nadeszła jeszcze jedna dobra wiadomość, Aisha z częścią swojego oddziału postanowiła zmienić pozycje by wesprzeć atak na bramę tuż przed bombardowaniem Mandalorian, ci co zostali zginęli lecz Aisha i kilkoro komandosów znalazło się poza obszarem rażenia.
Lotar ostatecznie nie zdobył wierzy komunikacyjnej, postanowił zaatakować bazę gdy zobaczył na niebie Niszczyciel wpadający w atmosferę. Teraz byliśmy bez pomocy i bez informacji. Nie znaliśmy wyniku próby przełamania blokady przez Jedi, byliśmy sami na terenie wroga.
***
Gram wraz z Khas’aret z napięciem słuchali raportu Kapitana Keyisa, żadne z nich wcześniej nie brało udziału w bitwach, Gram czytał nie jeden raport z frontu, ale sytuacja w jakiej znaleźli się wtedy członkowie 303 Dywizjonu była beznadziejna.
- Nie sądziłam że Jedi mogą wykorzystywać Moc w taki sposób – pierwsza przerwała ciszę Khas’aret – zmuszenie kogoś do zabicia swoich kompanów… Tak walczą Sithowie, nie Jedi…
- Na wojnie robi się wszystko by przetrwać – Gram starał się uspokoić Khas’aret, lecz sam był zaniepokojony tym co usłyszał – Mamy coś jeszcze?
- Tak - odpowiedziała Khas’aret, odwróciła się w stronę konsoli – Niejaki Dave Barett, niestety nie kojarzę go z opowiadań o Duchach
- Zobaczmy jakie tajemnice Dave nam zdradzi – powiedział Gram
Na terminalu znowu pojawił się hologram, młody mężczyzna, za młody na wojnę pomyślał Gram, Dave Barett również był ubrany w zbroje Republikańskich Sił Zbrojnych.
- Szeregowy Dave Barett z 303-ciego Dywizjonu Republikańskich Sił Zbrojnych, to mój pierwszy przydał i od razu okazał się katastrofą – powiedział smutno Hologram – po zdobyciu Fortecy Mandalorian musieliśmy przygotować się na odparcie ataków ze strony Mandalorian, pierwszy atak nastąpił kilka dni po zdobyciu twierdzy, po nim następne, lecz twierdza była niemal nie do zdobycia, po miesiącu pogoda na planecie zaczęła się pogarszać, chłód i śnieg zaczął nam doskwierać…